Najnowsze komentarze

    Zajrzało:

    • Wszystkich wizyt: 387
    • Dzisiaj wizyt: 1

    Coś jeszcze na wstępie:

    Wszystko co piszę to niestety tylko wyobraźni owoce, być może czasem coś pisząc nieźle sknocę. Łatwiej mi czasem, gdy rymuję, tak to jakoś czuję... tak fantazjuję...

    „Lewa w górę” – polatamy?

    Niedzielny poranek,

    piękna pogoda,

    co mi dziś adrenalinki i podniety doda?

    Otwierają się drzwi garażu i uśmiecha się do mnie,

    stoi przede mną i cieszy ogromnie.

    W jakim kolorze, pewnie już wiecie

    - czarny kocham z kolorów na świecie.

    Czarny nie tylko cudnie wygląda na Kobiecie,

    ale na motocyklu też - robi wrażenie na takim jak ja facecie.

    Ubieram kask, kurtkę i rękawice,

    siadam na mojej bestyjce – jakbym dosiadał dziewicę.

    Delikatnie obejmuję manetkę dłonią, mam minę dziką, bak słodko gładzę,

    dwa drobne ruchy, silnik zamruczał, wiem że nad nią zapanuję, już sobie radzę.

    Wolno na ulicę wyjeżdżam z ulgą i z pomrukiem,

    Nie lubię biker’ów co robią to z hukiem.

    Dziś wystawiam się na kuszenie,

    moja maszynka ma niezłe przyspieszenie.

    A ja dziś wolniej… cieszę się zakrętami, mruczeniem i widoczkami,

    choć wiem, że ze 130 kucyków mam między nogami.

    Uwielbiam obejmować bak kolanami – mmrr ten kształt z góry,

    jakbym Kobietę podziwiał i jej figury.

    Przede mną czerwone, więc spokojnie hamuję – dziś wyjątkowo oszczędze oponę.

    Stoję i patrzę – z naprzeciwka ładne kobiece kształty,

    trochę różu i czerwieni na baku

    - to Kobiecie na motocyklu dodaje smaku.

    „Lewa w górę” dla wydawało mi się Nieznajomej,

    Ona również dłoń podnosi – dawno nie widziałem przez szybkę takiej twarzy rozpromienionej.

    Gdy przejeżdżała z przeciwka tylko jeszcze rudy warkocz widziałem,

    Miło mi było, że dziewczynę na moto spotkałem.

    Polatałem niedużo potem po okolicy,

    ale zapomniałem zatankować – nie ma tajemnicy.

    Wjeżdżam na stację paliw… patrzę – Ona również stoi,

    może ją poznam – sporo myśli, chyba coś się kroi.

    Podjeżdżam bliżej, Ona bez kasku, 

    Po tylu latach poznaję ją - nie chowaj głowę w piasku.

    Kiedyś dawne przypominam sobie z nią chwile,

    zawiązała się rozmowa i przy tankowaniu czas spędzamy mile.

    - Polatasz ze mną Rafi wokół komina?

    Od razu widzi jak wygląda u mnie szczęśliwa mina :)

    Jedzie przede mną z cudnie wypiętą pupcią,

    gdy schodzimy na kolano – ja również kręcę nieświadomie dupcią.

    Kuszące koronki wystają jej spod spodni motocyklowych,

    czasem też w zakręcie zamiast rzeczy na baku różowych,

    widzę jej piersi i ramiona

    obraca się i cieszę się, bo Ona widać też jest zadowolona. 

    W końcu przystajemy w szczerym polu gdzieś,

    gasimy maszyny, stoimy tak w ciszy, pięknie jest, bo to wieś.

    Zdjęliśmy kaski, kurtki wciąż nic nie mówiąc,

    podeszła do mnie rękawice w bok rzucając.

    Dłońmi objęła moją twarz i zaczęła wspaniale całować,

    przytulać, głośno oddychać i dłoń do spodni mi pakować.

    Oburącz za dupcię ją złapałem

    i by okrakiem na maszynie siadła jej powiedziałem.

    Długo jeszcze się tak pieściliśmy,

    tonąc w pocałunkach – ten kawał czasu nadrabialiśmy.

    Za długie rude włosy ją złapałem

    odgiąłem w tył jej głowę - na jej szyję i karczek namiętne całusy składałem.

    Jej ciało zaczęło falować, prężyć się i piersi eksponować,

    właśnie tam jej sutki i słodką przerwę zacząłem teraz całować.

    Coraz szybciej oddychała i powoli z bokserek mojego twardziela wyciągała.

    Pieściła go dość szybko i ostro palcami,

    a gdy już oblał się balsamu kroplami,

    zeszła z bestyjki i na swojej maszynie,

    położyła się plecami na baku rozchylając uda jak upojona po winie.

    Zacząłem całować jej ciało od piersi do wzgórka,

    po chwili wśliznąłem się w nią jak wiewiórka.

    Jak cudownie jej rude włosy i ciało falowało,

    coraz szybciej zacząłem ją popychać – ciągle nam było mało.

    Gdy już byłem blisko, Ona szybko podniosła się na siedzisko

    objęła mnie nogami i ścisnęła mocno – tak jak bak ściska motocyklistka.

    Do ucha szeptała, jęczała – rżnij mnie twardzielu,

    w takich momentach brak słów mi wielu.

    Podniosła dupcię i złapała go w dłoń,

    ja prawie zarżałem i pchnąłem w drugą dziurkę jak koń.

    Palcami gładziła wisienkę swoją,

    Ja wpompowałem w nią energię moją.

    W ciasnej jamce wylało się tego sporo,

    Ona w ekstazie, krzyku i skurczu… wspaniale nam było tam w polu we czworo.

      

     

    Mała Czarna

    Zaskoczyłaś mnie słodkim widokiem dziś rano,

    miałaś obcisłą, małą czarną ubraną.

    Rzemyki butów oplatały w warkocz Twoje łydki,

    podchodząc do biurka oddech miałem już płytki.

    Czarne włosy, długie pachnące pióra,

    czarne mini, buty, rozpięta na piersiach koszula 

    na twardzielu napięła mi się już zwilgotniała skóra.

    Uwielbiam i kocham czarny kolor na Tobie,

    a co pod spodem i jaka bielizna wyobraziłem tylko sobie.

    Usiadłem przy biurku, włączyłem komputer i znów zaskoczyłaś mnie mile,

    Podeszłaś do mnie powoli i przysiadłaś na chwilę.

    Siedzisz na blacie, uśmiechasz się do mnie, wzroku od oczu Twoich oderwać nie mogę…

    rozchylasz lekko uda… mmm chwila…  i zakładasz nogę na nogę.

    - Jak się pan ma proszę pana? Podobam Ci się dziś tak ubrana?

    Twój zapach cudny, delikatny, błogi,

    ale powoduje, że chcę wjechać Ci pomiędzy te nogi.

    Przygryzasz wargi, nic nie mówimy,

    już od paru dni marzymy, a w nocy nie śpimy.

    Obserwujesz mój rozporek, jak twardziel pulsuje,

    wierz mi – jest on nabrzmiały i pieszczot oczekuje.

    Koło drzwi biura kręci się sporo ludzi,

    a mnie już nikt i nic nie ostudzi.

    Stajesz przede mną, pochylasz się powoli,

    dwoma palcami po moim kroczu przejeżdżasz dla kontroli.

    Szepczesz: choć, Twoja suczka głodna cała,

    a jej muszelka nektaru nabrała.

    Wychodzisz i spoglądasz przez ramię na mnie,

    kręcisz tyłeczkiem kusząco i zgrabnie.

    Idę za Tobą jak pocisk zdalnie sterowany,

    chcę rozszarpać Cię bo jestem nieźle nagrzany.

    Wchodzisz do małej salki dla gości,

    po środku duży solidny stół, a na nim Ty i wypięte dla mnie słodkości.

    Uchylam rozcięcie małej czarnej z boku,

    Palcami muszelkę gładzę i pieszczę, jaka ona mokra i ileż tam soku.

    Tym razem nie skosztuję tego nektaru,

    od razu wyciągam go – jest duży i twardy od minut paru.

    Gładzę nim szparkę, poślaki i znów wisienkę,

    pod brzuch wkładam drugą rękę.

    Cudownie gorąca kręcisz razem z nim pupcią swoją,

    teraz wtłaczam go z tą nieśmiałością moją.

    Moje palce bawią się i obejmują całą cipkę,

    popycham Cię jakbym twardzielem chciał zbić jakąś szybkę.

    Pojękujesz cicho, oddychasz mocno, unosisz prawą nogę na stół,

    wchodzę głębiej i mocniej, długo będę to czuł.

    Wychodzę z Ciebie, obracasz się i na kolana schodzisz na chwilę,

    bierzesz go w usta, by mi było milej.

    Nie lubię, gdy ktoś tak wiele dla mnie robi, a jej jeszcze nie drżą nogi,

    więc z ustami między udami lądujemy na podłodze, 

    teraz ustami po szparce, wisience i drugiej dziurce wodzę.

    Szybko i mocno pieścisz go językiem z dołu do góry,

    ja zamiast spodu stołu widzę teraz chmury.

    Przez Twój cudny, jędrny spoglądam wzgórek

    od widoku Twoich ust na nim odgradza mnie piersi murek.

    Obracam Cię na plecy i wyrywam z ust twardziela,

    teraz czujesz go głęboko między nogami i już nic nie onieśmiela.

    Stopy opierasz na spodzie stołu, a dłoń zaciskasz na moim pośladku,

    Pieść mnie i ssij sutki jakbyś dostał milion dolców w spadku!

    We włosy wplotłaś dłonie swe mile, zacisnęłaś cipkę i…

    wystrzeliłem w Ciebie, wybuchłem ze sykiem, obciągałaś mój język swoim językiem…

        

     

     

     

     

    Sama przy kominku?

         Dziś znów ciężko było – nie dogadałaś się z „koleżankami” z pracy i zmartwień przybyło.

    W ciszy patrzysz na kominka płomienie i zupełnie wpadasz w zagubienie.

    Nagle sprawę sobie zdajesz - on pojechał, a Ty tu znów sama zostajesz.

    Słyszysz oddech, szelest, krok?

    Drzwi domu zostały otwarte i otacza Cię mrok.

    Wzdrgnęłaś, patrzysz w prawo spłoszona - teraz sparaliżował Cię strach

     widzisz jak ja stoję w drzwiach!

    Obcy facet w domu, a komu powiedzieć, komu?

    Nie spuszczasz ze mnie wzroku,

    oddychasz głośniej, stokroć szybciej od mojego kroku.

    Ja podchodzę do Ciebie - na Twój widok już jest mi jak w niebie. 

    Siedzisz przed kominkiem o sofę oparta,

    a czujesz się, jak do muru przyparta.

    Staję nad Tobą, wzrokiem Cię zjadam, a pod brodę palce dłoni podkładam.

    Lekko gładzę, policzki dotykam, a Tobie wszystkie lęki i wątpliwości w próżni zamykam. 

    Wstajesz wreszcie onieśmielona, teraz z tym młynem w głowie dopiero jesteś zagubiona.

    Całuję Twą wargę, drżenie ustaje – bardzo Ci się podoba – tak mi się wydaje.

    Dłoń we włosy Twe wplatam,

    drugą z talią, tyłeczkiem i udem swatam.

    Jak pięknie z każdym oddechem piersi Twoje czuję,

    po chwili moje usta niżej… i na nich ląduję.

    Nocne wdzianko do góry powoli unoszę,

    o każdy centymetr Twojego ciała wzrokiem proszę. 

    Gdy wracam do ust Twoich - nie możesz się już oderwać w podnieceniu od moich.

    Moje dłonie wyczuwają suteczki sterczące – językiem teraz po trochu je trące.

    Piękne, pełne piersi i one,

    jedwab w ustach i czuję, że są zadowolone. 

    Zjeżdżam w dół tym razem szybko po brzuchu,

    przez chwilę pogłaskałaś mnie po policzku i uchu.

    Zatrzymuję się przy tym widoku - cudownie wygląda Twoja ”wisienka” o zmroku.

    Zaczynam delikatnie nektar z niej spijać językiem, 

    a w spodniach czuję, jak lew obudził się z rykiem. 

    Jak cudownie się wijesz, oddychasz i pojękujesz

    - zaspokajasz mój głód – to czujesz.

    Jest mokra, wilgotna i nabrzmiała

    - zaraz ją wchłonę – jest taka wspaniała.

    Ssę i liżę ją jak wariat

    - już nie myślisz, żeby zadzwonić na komisariat.

    Jesteś na sofy oparciu, unosisz nogę

    - teraz całować więcej mogę.

    Język szaleje w Tobie, dłońmi delikatne ruchy robię,

    zapraszasz szeptem – chcesz poczuć nieznajomego w sobie…